Ballada polska
Szedł i karabin ściskał w pięści
Uparcie wierząc w cud
Że mu tym razem się poszczęści
Że niedaremny trud
Szedł raz doliną a raz górą
Zdobywać lepszy świat
Aż gdzieś nad Dźwiną czy nad Bzurą
W połowie drogi padł
A potem już tylko krzyż
Z prostego drzewa
A potem już tylko wiatr
Piosenki śpiewa
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już
Pogodny wrzesień się rozpłakał
Gdy on po łące w cwał
Jak na obrazie u Kossaka
Z szablą na czołgi gnał
I wierzył w to że dni okrutne
Miną nim spadnie śnieg
Lecz nie doczekał bo pod Kutnem
Z innymi w polu legł
A potem już tylko krzyż
Z prostego drzewa
A potem już tylko wiatr
Piosenki śpiewa
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już
Płonie najmilsze w świecie miasto
Hoża i Nowy Świat
A on ma blond czuprynę jasną
I osiemnaście lat
Hełm i opaskę na rękawie
I już pozostał tak
Pod barykadą na Żurawiej
Trafiony w locie ptak
A potem już tylko krzyż
Z prostego drzewa
A potem już tylko wiatr
Piosenki śpiewa
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już
A potem już tylko czyjeś
Westchnienie w płatkach róż
Że to ostatni raz
Że to nie powtórzy się już